piątek, 25 marca 2016

CYRKI I CEREMONIE W KOPALNI





W roku 2011 na zaproszenie Dagmara Stanosz z Muzeum Śląskiego w Katowicach zagraliśmy spektakl "Cyrki i ceremonie" na motywach malarstwa Witolda Wojtkiewicza na festiwalu "Teatralium" poświęconym związkom teatru i sztuk plastycznych. Zagraliśmy go w hali maszyn dawnej kopani "Katowice". Zależało nam, aby wkomponować nasz spektakl w tę przestrzeń w sposób jak najbardziej naturalny, nie naruszając jej integralności, wykorzystując też światło wczesnego, letniego wieczoru wpadające przez okna.


Zamieściliśmy taki post na Facebooku wraz z linkiem do galerii zdjęć z tego spektaklu, a po paru dniach pod linkiem pokazał się komentarz Dagmary Stanosz:
"Spektakl Teatru Mumerus jako pierwszy podjął dialog z twórczością tak ważnego artysty, który ciągle ociera się, wraca przez teatr, pozwala z siebie czerpać, ale się nie ujawnia. Pięknie sobie o nim przypomnieć.
Dla miłośników Wojtkewicza to spektakl
obowiązkowy! „Cyrki i Ceremonie” w postindustrialnej scenografii byłej KWK Katowice ożywiły na moment napięcie, które Wojtkiewicz budował w swoich obrazach, rysunkach, felietonach! Wierność estetyce malarza i językowej szarlatanerii Jaworskiego, dla którego Wojtkiewicz tworzył ilustracje, to siła tego spektaklu! Tyleż trudnego, co magnetycznego. Sceny z obrazów wracają nie jako cytaty, ale świat wyobraźni – niepokojący i przenikliwy, pełen inteligentnej ironii. Każdy kolor, faktura, badyl, zadrapanie grają tam swoją rolę. 


 
Miłośników Wojtkiewicza zachęcam do lektury tekstu Joanny Szeligowskiej – Farquhar „Między ironią a melancholią. Twórczość Witolda Wojtkiewicza” , która znalazła się w publikacji „Teatralium. Malarstwo, literatura,teatr”. Znaleźć tam można ponadto artykuły T. Kornasia, D. Kosińskiego, Z. Osińskiego, M. Kruszony, W. Czechowskiego, L. Buchalika, Z. Głowackiej i innych. Warto!
http://sklep.muzeumslaskie.pl/product_info.php..."



Więcej zdjęć ze spektaklu "Cyrki i ceremonie" w kopalni "Katowice" - kliknij tu

środa, 23 marca 2016

ODCHODZĄCY AKTORZY

Dzień po dniu zmarło dwóch aktorów, którzy - poza tym, że byli świetni w swoim fachu - byli także ludźmi ... brakuje mi słowa: o niezwykłej uczciwości, kryształowi, spolegliwi, otwarci... ciągle to nie to. Znałem ich obu, słabo, ale znałem.
 

Andrzeja Makowieckiego poznałem końcem lat 70. we Wrocławiu przez Helmuta Kajzara, Widziałem "Oborę" Kajzara w jego reżyserii - czyste, aktorsko piękne i strasznie śmieszne przedstawienie. Potem pracowałem z nim w 1999 r. w jury festiwalu "Na granicy" w Cieszynie. Wtedy zacząłem go podziwiać za umiejętność wypowiadania się o spektaklach i aktorach , które mu się nie podobały z - paradoksalnie - szacunkiem dla tych spektakli i aktorów. Odniosłem zresztą wrażenie, że z większym szacunkiem (i pewną sympatią nawet) wyrażał się się o tym co mu się nie podoba niż podoba.

Marka Bargiełowskiego poznałem w 1991, kiedy ówczesne władze województwa tarnowskiego wywalały mnie z dyrekcji Teatru im. Solskiego, a Marek Bargiełowski przyjechał do Tarnowa, aby w imieniu prezesa Andrzeja Łapickiego wyrazić opinię ZASP na ten temat. Przede wszystkim spotkał się ze wszystkimi, którzy mieli coś z tym wspólnego: z władzami, z aktorami, miejscowymi dziennikarzami i twórcami, w końcu ze mną. Zapoznał się z każdym dokumentem i materiałem prasowym. Niezwykła umiejętność słuchania wszystkich i dopiero na tej podstawie wyciągania wniosków. Poświęcił temu kilka dni w Tarnowie, potem poprosił o spotkanie ze wszystkimi, gdzie nb. został przez pewne osoby obrażony i znieważony. Co zresztą nie zrobiło na nim wrażenia, napisał opinię na ten temat, opierając się na zebranym materiale i rozmowach z ludźmi (korzystną dla mnie), co z kolei na władzach nie zrobiło wrażenia, bo i tak mnie wylali. Potem jeszcze długo z władzami tymi korespondował, jakby nie mogąc odpuścić sobie tego, że jego opinia została po prostu zlekceważona.

Odszedł kawałek niegdysiejszego, teatralnego świata.

Wiesław Hołdys

wtorek, 15 grudnia 2015

„LEKCJE MEDIOLAŃSKIE” W LYONIE. HOMMAGE A TADEUSZ KANTOR.





Pusta, czarna scena. Gdy wpatrujesz się w nią dłużej, czerń pogłębia się intensywniej ukazując swoje rysy i niedoskonałości, które zaczynają wybrzmiewać silnym między sobą kontrastem. Na stole leżą „Lekcje mediolańskie” Tadeusza Kantora. Lektura przeczytana. Scena gotowa. Obok niej puste, czerwone krzesło – jakby na kogoś czekało.

piątek, 6 listopada 2015

NIE BIJEMY

Zaiste, powiadam Wam, dziwne rzeczy czyni krakowska "Gazeta Wyborcza" z informacjami, które im wysyłamy. Nie lękajcie się, PT Widzowie: nie wyłamujemy nóg, także nie wybijamy zębów, nie wzywamy was na scenę, nie polewamy wodą, ani spuszczamy wam łomotu.

środa, 6 maja 2015

RUSZA TAK NAPRAWDĘ WPISYWANIE TRENDY W CUTE, TAK?




Otrzymałem z "Gazety Finansowej" prośbę o wypowiedź ekspercką na temat "Analiza i ocena obecnej sytuacji w polskich teatrach. Jakie widoczne są trendy?". Ponieważ słowo "trendy" w odniesieniu do teatru działa na mnie jak płachta na byka, najpierw zawyłem, potem nabluzgałem w myślach, następnie pojechałem na Wielkanoc, a potem się uspokoiłem i - w miarę ważąc słowa - napisałem jak poniżej:

poniedziałek, 27 kwietnia 2015

LUSTRO


"Lustro" to performans plenerowy współpracującego z Teatrem Mumerus aktora Aleksandra Maksymowa z drohobyckiego Teatru Alter. Czasami pokazujemy ten performans, a poniżej tekst dr Wiery Meniok, dyrektor Centrum Polonistycznego w Drohobyczu:



„Lustro” Aleksandra Maksimowa: czy chcemy w nim przyglądać się sobie?

wtorek, 7 kwietnia 2015

UMARŁA KLASA

"Umarła klasa" Tadeusza Kantora w teatrze Cricot 2 - największe przeżycie teatralne. Widziałem po raz pierwszy w Krzysztoforach w niedzielę końcem stycznia 1976. Spektakl zaczynał się o 22:30, zaraz po "Dziadach" Swinarskiego w Starym. Teraz niemożliwy jest taki teatralny wieczór: "Dziady", a zaraz potem "Umarła klasa", bo taki teatr w Krakowie zdechł. Dostanie biletów na Kantora graniczyło z cudem - my czekaliśmy od rana w kawiarni Krzysztofory (posilając się albańskim koniakiem), aż w końcu koło południa pojawiła się starsza pani z kilkoma biletami po zawrotnej jak na owe czasy cenie 80 zł (bilety na "Dziady" - też drogie - kosztowały 50 zł). Na owe bilety rzuciła się cała młodzieżowa zawartość Krzysztoforów - nam się udało kupić. Na spektaklu obecny był Wajda, który przygotowywał się do (świetnej zresztą) ekranizacji tego spektaklu. Potem, w poniedziałek, poszliśmy koło południa do Krzysztoforów; tam okrągły stół z napisem "Rezerwacja Teatr Cricot 2", koło południa zaczął się zapełniać: Kantor, Gostomski, Bednarczyk, Rychllicki, Lila Krasicka...Raczyli się kawą i tym samym albańskim koniakiem, co my poprzedniego dnia - patrzyliśmy na nich jak na bogów sztuki. Bo chyba rzeczywiście nimi byli. Potem widziałem niezliczoną ilość razy, w różnych wersjach, aż po ostatni spektakl, w grudniu 1991, w Krzysztoforach - już bez Kantora.
Wiesław Hołdys