"- W tym domu nie ma nikogo. Wszyscy umarli.
- Otwórz mi przynajmniej ty! - zawołał Pinokio płacząc i błagając.
- Ja też jestem umarła.
- Umarła? Więc co robisz tam w oknie?
- Czekam na mary, które mają mnie zabrać"
(Carlo Collodi, Pinokio, przełożyła Zofia Jachimecka)
Podobno atelier fotograficzne nosi w sobie pamięć wszystkich, którzy tam się sfotografowali. Szczególnie pamięć sfotografowanych nieboszczyków, tak, tak, nieboszczyków, bo kiedyś przynoszono do atelier zmarłego (bywało, że w trumnie) i robiono mu ostatnie (a często było to pierwsze) zdjęcie.
W szarym, jakby zakurzonym świetle osłoniętych blachą żarówek majaczą białe blejtramy - tła do zdjęć z wymalowanymi widokami: a to góry, a to palmy. Parawan, za którym można się przebierać. Przedmioty i sprzęty przykryte materiałem, tak jak przykrywa się meble w salonach i muzeach. Kilka taboretów do pozowania i urządzenie usztywniające żywym i trupom kark, aby nie poruszyli się podczas kilkudziesięciosekundowego, a nawet kilkuminutowego pozowania, aby naświetlić światłoczułą płytę bądź kliszę : kopfhalter. Trzymacz głowy.






