Plakat Jana Polewki do projektu "Panopticum wyobraźni"
1.
Opowieść tę zawdzięczam aktorce, która brała udział w opisywanym przedstawieniu. Otóż teatr w pewnym mieście wojewódzkim, jednym z mniejszych zresztą, pod koniec lat sześćdziesiątych postanowił wystawić adaptację "Pamiętników chłopów", których akcja działa się za Polski międzywojennej, a jedną ze jej scenerii była pobliska wieś Ś... Co więcej - mieszkańców owej wsi, pod wodzą sołtysa, ów wojewódzki teatr zaprosił na premierę. No to oni poubierali się elegancko - jak do teatru, a więc w nylony, non-irony, bistory i ortaliony, damy spryskały się "Panią Walewską", a panowie pokropili dyskretnie "Przemysławką", wsiedli w swoje Syreny, Wartburgi oraz Szkody i pojechali do wojewódzkiego miasta. Idą do teatru, oglądają spektakl - a tu realizm pełen: aktorzy pracowicie odgrywają, jak to mieszkańcy wsi Ś... dzielili zapałkę na czworo, na przednówku jedli lebiodę, zupę gotowali w niemytych garnkach, żeby im się sól, która na ściankach osiadła, nie zmarnowała, i prawie że nie wywozili starców do lasu na domarcie. A wszystko jeszcze z podaniem prawdziwych imion i nazwisk uczestników tych przedwojennych zdarzeń - trzeba dodać, że synowie i wnukowie tych uczestników siedzieli nam widowni i miny im coraz bardziej rzedły. A wszyscy spoglądali na sołtysa, który w pewnym momencie zniesmaczony wstał, rzucił aktorom mięsiste "A ch.. wam w d..." i wyszedł. A za nim cała wieś Ś... Jak widać - realizm nie zawsze popłaca.





