wtorek, 29 grudnia 2020

WIDZOWIE WTRĄCAJĄ SIĘ


Plakat Jana Polewki do projektu "Panopticum wyobraźni"

1.

Opowieść tę zawdzięczam aktorce, która brała udział w opisywanym przedstawieniu. Otóż teatr w pewnym mieście wojewódzkim, jednym z mniejszych zresztą, pod koniec lat sześćdziesiątych postanowił wystawić adaptację "Pamiętników chłopów", których akcja działa się za Polski międzywojennej, a jedną ze jej scenerii była pobliska wieś Ś... Co więcej - mieszkańców owej wsi, pod wodzą sołtysa, ów wojewódzki teatr zaprosił na premierę. No to oni poubierali się elegancko - jak do teatru, a więc w nylony, non-irony, bistory i ortaliony, damy spryskały się "Panią Walewską", a panowie pokropili dyskretnie "Przemysławką", wsiedli w swoje Syreny, Wartburgi oraz Szkody i pojechali do wojewódzkiego miasta. Idą do teatru, oglądają spektakl - a tu realizm pełen: aktorzy pracowicie odgrywają, jak to mieszkańcy wsi Ś... dzielili zapałkę na czworo, na przednówku jedli lebiodę, zupę gotowali w niemytych garnkach, żeby im się sól, która na ściankach osiadła, nie zmarnowała, i prawie że nie wywozili starców do lasu na domarcie. A wszystko jeszcze z podaniem prawdziwych imion i nazwisk uczestników tych przedwojennych zdarzeń - trzeba dodać, że synowie i wnukowie tych uczestników siedzieli nam widowni i miny im coraz bardziej rzedły. A wszyscy spoglądali na sołtysa, który w pewnym momencie zniesmaczony wstał, rzucił aktorom mięsiste "A ch.. wam w d..." i wyszedł. A za nim cała wieś Ś...  Jak widać - realizm nie zawsze popłaca.  

niedziela, 27 grudnia 2020

KODYCYL FOTOGRAFJI. POSTZAPIS

 

"- W tym domu nie ma nikogo. Wszyscy umarli.

- Otwórz mi przynajmniej ty! - zawołał Pinokio płacząc i błagając.

- Ja też jestem umarła.

- Umarła? Więc co robisz tam w oknie?

- Czekam na mary, które mają mnie zabrać"

(Carlo Collodi, Pinokio, przełożyła Zofia Jachimecka)

 

Podobno atelier fotograficzne nosi w sobie pamięć wszystkich, którzy tam się sfotografowali. Szczególnie pamięć sfotografowanych nieboszczyków, tak, tak, nieboszczyków, bo kiedyś przynoszono do atelier zmarłego (bywało, że w trumnie) i robiono mu ostatnie (a często było to pierwsze) zdjęcie.

W szarym, jakby zakurzonym świetle osłoniętych blachą żarówek majaczą białe blejtramy - tła do zdjęć z wymalowanymi widokami: a to góry, a to palmy. Parawan, za którym można się przebierać.  Przedmioty i sprzęty przykryte materiałem, tak jak przykrywa się meble w salonach i muzeach. Kilka taboretów do pozowania i urządzenie usztywniające żywym i trupom kark, aby nie poruszyli się podczas kilkudziesięciosekundowego, a nawet kilkuminutowego pozowania, aby naświetlić światłoczułą płytę bądź kliszę : kopfhalter. Trzymacz głowy.

środa, 23 grudnia 2020

KARTKA NA CUKIER

 

 
Projekt Ewa Natkaniec 

Początkiem roku 2009 otrzymałem propozycję, która przyznam - zaskoczyła mnie. Otóż była to propozycja z Instytutu Pamięci Narodowej, abym w ramach Roku Kultury Niezależnej

zrealizował warsztat teatralny zakończony pokazem jego efektu w postaci widowiska. Patronem i opiekunem projektu z ramienia IPN był Adama Kalita, z którym znam się od czasu, kiedy w 1981 roku był on szefem Niezależnego Zrzeszenia Studentów na polonistyce UJ, a ja członkiem tej organizacji.

Podstawowym założeniem był to, aby w warsztatach brali ludzie urodzeni w latach osiemdziesiątych, dla których tzw. komuna była czymś odległym, natomiast aby warsztaty prowadził niżej podpisany, który w latach siedemdziesiątych był w wieku uczestników warsztatów. Zaprosiłem również do współpracy aktorów mojego pokolenia (Beata Kolak) i o pokolenie młodszych (Anna Lenczewska i Robert Żurek) - zależało mi na spojrzeniu różnych generacji.

Tematem miało być zetknięcie kultury oficjalnej wyrażającej się w języku propagandy, przemówień, obfitej twórczości literackiej spływającej spod pióra popieranych przez władzę twórców z kulturą nieoficjalną: wydawnictw ukazujących się poza cenzurą, ulotek, napisów na murach. Interesowało mnie  zderzenie tych dwóch kultur, a w szczególności języka, jakimi się posługiwały.

poniedziałek, 21 grudnia 2020

BAL BEZ BALU CZYLI OBOWIĄZUJE BEZWZGLĘDNY NAKAZ ZAMYKANIA DRZWI

 

Podczas pracy nad spektaklem "Kartka na cukier" (2009 r.)zebrałem sporo materiałów: rysunków, ulotek, wierszy, artykułów prasowych z kręgu kultury oficjalnej, urzędowej, propagandowej oraz nieoficjalnej, podziemnej, niecenzuralnej - z okresu lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych ubiegłego stulecia. Ponieważ większość tych materiałów jest trudno dostępna postanowiłem je opublikować. A jak zostały wykorzystane - można ocenić oglądając nagranie wideo - kliknij tutaj

Rysunek Andrzej Krauzego  zamieszczony w londyńskim Observer, w 1980

wtorek, 15 grudnia 2020

JAK SIĘ TO ROBI


 Jakiś czas temu otrzymałem e-maila następującej treści: "Jestem uczennicą Społecznego Liceum Ogólnokształcącego (...) i w ramach zadania na zajęcia teatralne, chciałabym się do Państwa zwrócić z uprzejmą prośbą na odpowiedzenie na kilka pytań dotyczących pracy w teatrze. Uzyskanie na nie odpowiedzi w wielkiej mierze pomoże mi oraz moim koleżankom z zajęć teatralnych rozwijać się dalej w tym kierunku. Oto krótka lista pytań:

- Jak zabierają się Państwo do pracy? (proszę wybaczyć ten kolokwializm)

- Skąd czerpią Państwo pomysły?

- Jak organizują Państwo swoją Pracę?

- Jak dzielą się Państwo zadaniami?"
Przyznam, że od czasu do czasu otrzymuję podobne maile: a to z prośbą o opisanie czegoś tam, bo jest potrzebne na zajęcia; a to z prośbą o wypełnienie ankiety. Zwykle pozostawiam je bez odpowiedzi dlatego, że odpowiedź wymagałaby poświęcenia bardzo dużej ilości czasu, którego po prostu nie mam. Tym razem jednak coś mnie w tym mailu zainteresowało: prostota pytań, na które nie ma oczywistych i prostych odpowiedzi. Zdecydowałem zatem odpowiedzieć na te pytania w formie artykułu - może przemyślenia biorące się z wieloletniej praktyki mogą kogoś zainteresować.

wtorek, 8 grudnia 2020

DUCHY DOMOWE

Rys.:Wiesław Hołdys 

Każdy może sobie wyhodować domowego i pożytecznego ducha. Wystarczy wziąć jajko od czarnej kwoki i czarnego koguta, a potem przez dziewięć dni i nocy trzymać je pod lewą pachą. Przez cały ten czas nie wolno się myć. Z tego jajka wykluje się malutki czart, demon domowego ogniska. Nie wolno nadać mu imienia, bo wtedy ów zniknie i nie będzie z niego żadnego pożytku. Niewiarygodnie zdolne stworzenie - wszystkiego potrafi się w mig nauczyć!

Ale istnieją duszki i duchy już nazwane. Pracowicie je opisał Wiesław Hołdys, część z nich wystąpiła w spektaklu Teatru Mumerus "Godzinki czyli od świtu do zmierzchu", a jeden z nich w spektaklu "Ampuć czyli zoologia fantastyczna"

GODZINKI CZYLI W ZAWIESZENIU


Rys.:Wiesław Hołdys 

Kiedy byłem dzieckiem, jeszcze w latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku, w moim domu rozbrzmiewały godzinki. Prababcia Weronika (właściwie niedokładnie prababcia, ale to nie ma nic do rzeczy), góralka spod Żywca, o różnych porach dnia śpiewała - raz to: "Kiedy ranne wstają zorze..", a raz to: "Zacznijcie wargi nasze chwalić Pannę świętą...", a raz to -jeszcze coś innego. W ogóle dla Weroniki pory dnia były naznaczone pewną stałą symboliką - w południe robi się to i to (bo o tej porze coś się świętego wydarzyło), a po południu nie robi się tego i tego - bo tej porze ukrzyżowano Chrystusa. Nie tylko czas dla Weroniki był wiecznie odradzającą się powtarzalnością - także przestrzeń i żyjątka mieszkające w naszym domostwie. Na przykład odnosiła się ona  z wielką atencją do pająków - gdyż wiedziała, że pająki ukrywając malutkiego Jezusa w swej sieci ocaliły go przed rzezią Heroda. Weronika żyła archetypami.