środa, 23 września 2020

OSOBISTOŚCI DROHOBYCZA

Burmistrz Drohobycza, Jan Niewiadomski, fot.: archiwum rodzinne 

1.

Pozwolę sobie zaryzykować pewną tezę - ryzykowną, ale podpartą doświadczeniem i obserwacją. Otóż postać Bruno Schulza jest dla miasta Drohobycza błogosławieństwem: jego twórczość znana jest niemal na całym świecie, a do Drohobycza przyjeżdżają pielgrzymki fanów, tropiących topograficzne ślady jego twórczości, przechadzających się po niewielkim odcinku ulicy Stryjskiej, aby odnaleźć tam choćby resztki Ulicy Krokodyli. Nawiasem mówiąc, w utworach Schulza nie ma prawie w ogóle nazw ulic, placów czy innych miejsc - mało tego: niegdzie nie jest napisane, że akcja dzieje się w Drohobyczu. A mimo to ludzie chodzą po tych nienazwanych miejscach,  tak opisanych sugestywnie i szczegółowo w "Sklepach cynamonowych" czy "Sanatorium pod Klepsydrą" - i konkretnie istniejących we współczesnym Drohobyczu.

Twórczość Bruno Schulza jest także przekleństwem dla Drohobycza, dlatego że przyczyniła się ona do stworzenia dość powszechnych fałszywych stereotypów na temat tego miasta (na co oczywiście Bruno Schulz zamordowany na długo wcześniej, zanim jego dzieła były powszechnie znane na całym świecie, nie miał żadnego wpływu). Pierwszy stereotyp: małe, nędzne miasteczko. Nieprawda: to nigdy nie było (ani nie jest) małe miasteczko, a tym bardziej nędzne - wystarczy choćby przypomnieć boom naftowy z przełomy XIX i wieku. Drugi stereotyp - żydowskie miasteczko. Częściowa prawda: żydowskie, ale także polskie i ukraińskie. Postać Bruno Schulza, geniusza literatury przysłoniła także inne postaci związane z Drohobyczem - wystarczy choćby wymienić Kazimierza Wierzyńskiego, Iwana Franko, Leopolda i Maurycego Gottliebów, Artura Grottgera, Jerzego Kotermaka,  Hermana Liebermana, generała Stanisława Maczka, Wacława Rzewuskiego, Alfreda Schreyera, Michała Tokarzewskiego Koraszewicza. A także Jana Niewiadomskiego.

czwartek, 10 września 2020

GRAJ SZOSTAKOWICZA ALBO ZDYCHAJ

Rys.: Wiesław Hołdys (awers ulotki do spektaklu "Dziś umarł Prokofiew")

1.

Sergiusz Prokofiew zmarł 5 marca 1953 roku. Wydana w 1960 roku Mała Encyklopedia Muzyki jako datę jego śmierci podaje 4 marca – bo 5 marca mógł umrzeć tylko jeden człowiek[1].

W kilka dni później odbył się pogrzeb tego ważniejszego nieboszczyka. Jerzy Hoffman, reżyser, który w tym czasie studiował w Moskwie, był świadkiem tego pogrzebu:

sobota, 5 września 2020

O Teatrze Deszczowym

 

"Dziś umarł Prokofiew" na dziedzińcu Muzeum Archeologicznego w Krakowie, 16.07.2020, fot.:Wiesław Hołdys

Szanowni Widzowie,

mając na uwadze sytuację metrologiczną w Polsce, ze szczególnym uwzględnieniem nadchodzącej jesieni i przewidywanym zwiększeniem ilości opadów deszczu (dane do wglądu na niebie) Teatr Mumerus ogłasza program pierwszego w Polsce Teatru Deszczowego. Jednocześnie informujemy, że wstępne działania mające na celu wdrażanie tego programu miały już miejsce w lipcu 2020 podczas Lata Teatralnego Mumerus, kiedy to spektakl „Dziś umarł Prokofiew” zagrany został w strugach deszczu (zdjęcie do wglądu). Podkreślmy także, że nie ma tu mowy o przypadku – deszcz był zabiegiem celowym, a jego pojawienie się  wynikało ze ścisłych obliczeń. Padał konsekwentnie w dwa następujące po sobie dni, przystępując do emisji dokładnie w chwili rozpoczęcia każdego ze spektakli. Kolejnym etapem eksperymentalnym był pokaz  przedstawienia „Pieśń gminna” (rozważaliśmy nawet zmianę tytułu na „Pieśń wodna”) w ramach festiwalu LA STRADA w Kaliszu 30 sierpnia 2020. Ogrom ulewy najlepiej oddaje fakt, że festiwal został przerwany, właśnie z powodu deszczu (zdjęcie do wglądu).

 

Aby lepiej zrozumieć naszą ideę publikujemy postulaty Teatru Deszczowego:

wtorek, 18 sierpnia 2020

CUDA NA JARMARKU

 

Dziwne jakieś lata,

Alboć koniec świata,

Albo już bieg słońca

ustanie do końca.

(Pieśń dziadowska)

Miałem wtedy, nie pamiętam dokładnie, ale około 10 lat. Mama zabrała mnie na Święto Zmarłych do Żywca. Było już ciemno, na cmentarz wchodziło się przez oświetloną setkami świec bramę, pełną dziadów i dziadówek, a każdy z postawionym przed sobą garnuszkiem na datki, który zapewniał - dzięki kontaktom owych dziadów ze światem zmarłych - ochronę przed nieszczęściami w następnym roku. Tak mi to przynajmniej wtedy w Żywcu, mieście rodzinnym mojej Mamy przedstawiano.  

Potem już jako kilkunastoletni młodzieniec wybrałem się do Kalwarii Zebrzydowskiej, raz na sierpniowe święto Matki Bożej Kalwaryjskiej w 1974 r., drugi raz w Wielki Piątek 1978 r. na Misterium Męki Pańskiej. I znowu spotkałem ich, dziadów - tym razem w wersji wczesno-wiosennej i letniej: w kapeluszach z muszelkami, obwieszeni świętymi obrazkami i dzwonkami mamrotali jakieś niezrozumiałe w większości modlitwy. Albo - jak podczas Misterium - jeden z nich zafascynowany przedstawieniem Męki Pańskiej, a w szczególności biczowaniem zwrócił się do drugiego: "Patrz, Józuś,   jak te skurwysyny naszego Pana Jezusa męczą". Właściwie nie pamiętam dokładnie, co oni robili, ale pamiętam, że byli, szczególnie na odpustach, przydrożnych kapliczkach, barze mlecznym naprzeciw dworca w Bielsku - Białej, krakowskich Plantach. Kilka tych samych twarzy widziałem w różnych miejscach. Dziady - gatunek już zupełnie wymarły, a przecież nie tak dawno, jeszcze czterdzieści - pięćdziesiąt lat temu istniejący, szczególnie na wielokulturowym pograniczu Małopolski i Śląska Cieszyńskiego.  

niedziela, 16 sierpnia 2020

CO MOŻNA KUPIĆ I CZEGO MOŻNA BYŁO SIĘ DOWIEDZIEĆ NA JARMARKU

Fot.: Ilja van de Pavert ze spektaklu Teatru Mumerus "Jarmark cudów"

KRAM PRZENOŚNY

Skład szkaplerzy, różańców, medalików i obrazów świętych: w tej zaś szufladzie paciorki, korale fałszywe, tasiemki, wstążeczki, pęki obwarzanków nanizane na sznurki wraz z papierowymi kokardami, blaszane świstawki w kształcie koguta, gliniane gwizdki, drewniane trąbki i pukawki, wiatraczki, gromnice i świece, pierścionki ze szklanym oczkiem, papierowe kwiaty z barwionych piór ptasich i temu podobne drobiazgi.

DIABEŁ SCHWYTANY NA POWRÓZ

A w tej oto skrzynce znajduje się mały diabeł schwytany na powróz. Jeśli kto kupi tę skrzynkę, a potem diabła wypuści, ten wiecznie mu służyć będzie wdzięczny za uwolnienie.

OBRAZY ODPĘDZAJĄCE DEMONY

Terribilis demonis – obraz odpędzający demony – przywieziony z ziem czeskich. Straszny dla południc, szczekotunów, kikimorów i płanetników

Święty obraz przedstawiający nabożne historyje tych, co palmę męczeństwa uzyskali, jako to: Świętą Katarzynę kołem łamaną, Świętego Bartłomieja ze skóry łupionego, Świętą Dorotę od miecza ginącą. Po prawicy przedstawiona Święta Agata swe piersi niewieście urzynająca i na misie podająca, co by od obrzydliwej chuci poganina ujść. Po lewicy: święty Heliasz, który, gdy czując w sobie pokusę cielesną do trzystu białogłów w klasztorze zebranych na puszczą uciekł, gdzie przez trzech aniołów modlitwą doń wezwanych, od pokusy onej wyratowany został takim oto sposobem, iż jeden anioł trzymał jego ręce, drugi nogi, a trzeci brzytwą wstyd jego zdał mu się wyrżnąć.

Ale uwaga – za specjalnym wstawiennictwem owych świętych męczenników – obraz ten ukazuje się jedynie tym, co mają czyste serca i uczynki. Kto by grzeszył myślą, powonieniem, smakiem i dotykiem – ten jeno białą deskę ujrzy!

czwartek, 13 sierpnia 2020

DRZWI I FOTOGRAFIE

 


1.

Początkiem 2016 roku robiliśmy porządki w Teatrze Zależnym i wśród wielu porzuconych, osieroconych bezdomnych i zużytych  rekwizytów i sprzętów z różnych spektakli różnych teatrów znalazły się drzwi - solidne i ciężkie. Nie otwierały, ani nie zamykały jakiejkolwiek przestrzeni, pozbawione swej funkcji przestały być drzwiami. Wtedy znalazłem już tytuł przyszłego spektaklu: "To nie są drzwi" nawiązujący do tytułu obrazu René Magritte’a "To nie jest fajka", który przedstawiał namalowaną fajkę - w istocie nie była to fajka, a jej malarskie wyobrażenie.

Tytuł już był, należało już tylko do niego dorobić przedstawienie, w którym niepoślednią rolę odgrywać będą drzwi, a właściwie ich teatralne wyobrażenie. Pasjonuje mnie wchodzenie na scenę, ustawianie się w określonych miejscach. Różne są na to sposoby. Na przykład aktorzy obdarzeni dużym ego zawsze

środa, 8 lipca 2020

CEREMONIE CIAST TRUJĄCYCH



U podstaw Teatru Mumerus leży założenie, że nie wystawiamy napisanych dla sceny dramatów, lecz szukamy różnych źródeł inspiracji. Jednym z oczywistych takich źródeł jest malarstwo - choć to i przyznać muszę, że nie lubię tzw. teatru plastycznego polegającego na bezpośrednim przekładaniu obrazów na scenę. Bardziej interesuje mnie odnajdowanie napięć pomiędzy kolorem, formami, kształtami znajdującymi się na płaszczyźnie obrazu i przełożenie tego na dramatyczną formę teatralną.