sobota, 16 maja 2026

„Przestrzeń ma swoją pamięć” – wywiad z Wiesławem Hołdysem, założycielem krakowskiego Teatru Mumerus


Maria Piękoś-Konopnicka: W 2024 roku, a więc niedawno, obchodzili Państwo 25-lecie Teatru; było uroczyście, teraz... jest smutno. Jak to się stało, że Teatr Mumerus – laureat Nagrody Wyspiańskiego z 2017 roku, Marki Radia Kraków, Nagrody Województwa Małopolskiego „Ars Quaerendi" z 2015 roku – stał się teatrem bez sceny?

Wiesław Hołdys: Scena Teatru Zależnego, która była naszą siedzibą, naszym zapleczem i miejscem prezentacji spektakli, mieszcząca się w piwnicy budynku przy ulicy Kanoniczej, a będąca własnością Politechniki Krakowskiej, została pod koniec ubiegłego roku zamknięta ze względu na remont budynku, a nam, Teatrowi Mumerus, dano miesiąc na wyprowadzenie się. Obecnie nie mamy zaplecza i przede wszystkim możliwości grania - poza sezonem letnim, gdy korzystamy z uprzejmości i życzliwości Muzeum Archeologicznego.



Dano Państwu tylko miesiąc?

Tak, bo pismo jest datowane na 29 września 2025 roku, a kazano nam się wyprowadzić do 7 listopada. Miesiąc i osiem dni. W takim terminie musieliśmy wszystko stamtąd zabrać – trochę się tego nazbierało przez ponad dwadzieścia lat działalności.

Jak w miesiąc znaleźć miejsce na przechowywanie scenografii, kostiumów... wszystkiego, czym Teatr żył przez 25 lat?

W tej chwili podnajmujemy niewielką przestrzeń, ale to jest tymczasowe miejsce, trochę rzeczy jest rozdysponowanych po naszych prywatnych mieszkaniach i piwnicach. Teraz szukamy pomieszczenia na magazynowanie naszego dobytku. Jak na ubogi teatr przystało, nie ma tego zresztą wiele, wystarczyłoby nam parę metrów kwadratowych.

Czy na scenie Teatru Zależnego przy ulicy Kanoniczej działali Państwo jako jedyna grupa?

Nie. Ta scena, mieszcząca się w zabytkowej piwnicy, bardzo pięknej, dobrze osuszonej, została założona około 30 lat temu przez Teatr Ludowy, który przez jakiś czas miał tam swoją kameralną scenę, potem ją przeniósł pod Ratusz. Ale co jest istotne, wybudował tam wznoszącą się amfiteatralnie widownię i scenę na podwyższeniu, wnętrze zostało wyposażone w profesjonalny park oświetleniowy, sprzęt akustyczny, zbudowano ścianki działowe, dzięki czemu powstały garderoby. I potem, kiedy Teatr Ludowy wyprowadził się z Teatru Zależnego, zaczęły tam działać różne grupy. Kierownikiem Teatru Zależnego ze strony Politechniki Krakowskiej była pani Danuta Zajda, osoba niezwykle zasłużona dla tego miejsca i otwarta na różne propozycje – między innymi na naszą. Zaczęliśmy jako Teatr Mumerus współpracować z Teatrem Zależnym w 2001 roku. To było miejsce w Krakowie, które nieźle funkcjonowało.

Dlaczego scena przy ulicy Kanoniczej jest tak unikalna?

Z kilku przyczyn. Przede wszystkim nawiązuje do krakowskiej tradycji kameralnych scen i galerii, które mieściły się w zabytkowych piwnicach. Takim przykładem była Piwnica pod Baranami, która do tej pory działa, ale też nieczynna już niestety Galeria Krzysztofory. Przestrzeń piwnicy, w której mieści się Teatr Zależny, też ma swoją pamięć: wydarzeń, które się w niej odbyły i ludzi, którzy w niej działali. I dlatego nie jest martwa. Poza tym scena ta ma bardzo ciekawą strukturę architektoniczną, dobra akustykę i dobrą widoczność. Do tego dochodzi położenie na mapie kulturalnej Krakowa. Na ulicy Kanoniczej mieści się kilka muzeów i innych placówek kultury. Ulica ta ma swoją duszę. Jeżeli ktoś już skręca z głównego traktu turystycznego, jakim jest hałaśliwa i zatłoczona ulica Grodzka, na Kanoniczą, w ciągu minuty przenosi się do innego świata.

Tak, nawet patrząc przez Plac Marii Magdaleny na kościół św. Piotra i Pawła, ma się wrażenie, że patrzy się z jakiejś zupełnie innej przestrzeni na całkiem inne miejsce – niby oddalone o kilkadziesiąt metrów, ale jednak na zupełnie inny świat.

Kraków traci takie przestrzenie, jak na przykład Galeria Krzysztofory czy właśnie Teatr Zależny. To bardzo źle. Jeżeli będą znikały miejsca, w których odbywały się takie wydarzenia kulturalne: niewymuszone, niekonwencjonalne, oryginalne, niemieszczące w ogólnych trendach i modach, to miasto straci duszę.

Czy zgłaszali Państwo problem do Urzędu Miasta Krakowa?

Tak, zgłaszaliśmy, rozmawiałem z Pełnomocnikiem Prezydenta Miasta Krakowa ds. Kultury panem Pawłem Szczepanikiem. Okazało się jednak, że miasto nie dysponuje odpowiednią dla nas przestrzenią.

Już kiedyś o to pytałam [https://dziennikteatralny.pl/artykuly/po-prostu-kocham-to-robic.html], jednak było to w zupełnie innych okolicznościach: Teatr miał gdzie grać, świętowaliście jubileusz, było o was głośno w zupełnie innym kontekście. Czy utrzymanie teatru niezależnego w dzisiejszych czasach jest możliwe?

Staramy się wraz z zespołem utrzymać na powierzchni, choć nigdy nie było to łatwe, a szczególnie trudne jest teraz. Ale kilku teatrom to się udaje, nam też to się udawało przez ponad ćwierć wieku. Wydaje się, że jest to możliwe. Muszę też powiedzieć, że jestem przeciwnikiem wrzucania wszystkiego do jednego worka pod nazwą „teatr niezależny" bądź „teatr nieinstytucjonalny". Dlatego, że te teatry może formalnie są nieinstytucjonalne, czyli istnieją w formie stowarzyszenia czy fundacji, ale mają bardzo różne profile repertuarowe i prezentują bardzo różne podejście do twórczości. Część z nich to teatry stricte komercyjne, inne są takimi efemerycznymi tworami, których działalność opiera się na dwóch, trzech prezentacjach rocznie. Bardzo różne są ich profile repertuarowe, podejście, doświadczenie. Więc nie da się powiedzieć, czy utrzymanie teatru nieinstytucjonalnego jest możliwe, bo trzeba by wziąć pod uwagę właśnie powyższe cechy. Mam nadzieję, że będzie możliwe utrzymanie teatru o takim profilu jak Teatr Mumerus. Bardzo bym nie chciał tego teatru, który z przyjaciółmi założyliśmy w 1999 roku, zamykać, ale nie wiem, czy to nie będzie nieuchronne.

Co dzieje się z Teatrem: zespołem, tkanką, koncepcją, gdy traci się scenę?

Dobrze, że pani zapytała o zespół, gdyż to jest istotne: teatr to nie tylko scena, ale przede wszystkim zespół i repertuar. A ten zespół wciąż istnieje, chce tworzyć i grać. Naszym tymczasowym miejscem będzie latem dziedziniec Muzeum Archeologicznego, mieszczący się tuż obok Teatru Zależnego. Graliśmy tu już od lat, w Muzeum Archeologicznym spotkaliśmy się z dużą życzliwością. Jest to też świetna przestrzeń, ale to rozwiązanie tylko na jakieś trzy - cztery miesiące, od czerwca do początku września. Nowe realizacje jednak bardzo trudno planować w sytuacji, kiedy nie wiemy, gdzie i kiedy będziemy mogli pracować, i czy w ogóle.

Ostatnia premiera Teatru Mumerus to „Twarz Napoleona" w 2023 roku. Jakie są plany artystyczne na najbliższy czas? Może inaczej: jakie Mumerus ma perspektywy?

Mamy już w tej chwili w repertuarze spektakle, które możemy zagrać na dziedzińcu Muzeum Archeologicznego: „Dziś umarł Prokofiew", „Manelle". oraz „Mumerus. Koncert". Ponadto w repertuarze mamy jeszcze „Twarz Napoleona", „Posiew boga wojny i „Widma atelier", ale te przedstawienia wymagają przestrzeni zamkniętej i choćby minimalnego zaplecza. Realizujemy także jeszcze cykl czytań performatywnych - teatralnej prezentacji dokumentów poświęconych mniej znanym epizodom naszej historii. W maju przedstawimy „Opowieść o dwóch braciach" rzecz o konfliktach na pograniczu polsko-czeskim od roku 1918 (czyli wojny o Śląsk Cieszyński) aż po rok 1968 (interwencję wojsk Układu Warszawskiego w Czechosłowacji). Ten temat jest mi bliski, bo sam pochodzę z pogranicza, z Cieszyna – i na przykład pamiętam wjazd Armii Czerwonej do tego miasta [w nocy z 20 na 21 sierpnia 1968 roku – przyp. red.]. Współpracujemy także z Muzeum Archeologicznym przy Narodowym Czytaniu: każdy może przyjść i wspólnie czytamy teksty z kanonu polskiej klasyki literackiej.

Świetna inicjatywa.

Tak, bardzo lubimy to robić. Zresztą nie robimy tego po raz pierwszy: czytaliśmy „Wesele" na placu Szczepańskim, potem w Muzeum Archeologicznym „Ballady i romanse" Mickiewicza oraz „Kordiana" Słowackiego, a w zeszłym roku „Fraszki" Kochanowskiego. W 2023 roku było „Nad Niemnem" Elizy Orzeszkowej i kiedy zaczynałem pracę nad tym tematem, martwiłem się o frekwencję, bo kto teraz czyta „Nad Niemnem"? Tymczasem nic bardziej mylnego, na wspólne czytanie przyszło kilkadziesiąt osób, zagorzałych fanów tej powieści. Okazuje, że ten zapis historii i opis obyczajów w formie powieściowego romansu wciąż jest czytany. W tym roku będą „Dziady".
To na razie tyle, jak chodzi o sezon letni. A co dalej? Nie jesteśmy bierni i staramy się znaleźć rozwiązanie sytuacji, w jakiej się znaleźliśmy. Zobaczymy.
__
Wiesław Hołdys (ur. 1958) – polski reżyser teatralny, teatrolog, założyciel krakowskiego Teatru Mumerus.
Pochodzi z Cieszyna. Jest absolwentem teatrologii na Uniwersytecie Jagiellońskim (1984) oraz Wydziału Reżyserii Dramatu Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej im. Ludwika Solskiego w Krakowie (1988). W trakcie studiów działał w studenckim ruchu teatralnym, gdzie zrealizował między innymi spektakle „Trzema krzyżykami" według Helmuta Kajzara (Teatr tarcie, 1979) oraz „Moskwa – Pietuszki" według Wieniedikta Jerofiejewa (Teatr pham, 1984). W teatrze instytucjonalnym zadebiutował 6 lutego 1988, reżyserią Pluskwy Włodzimierza Majakowskiego na deskach Teatru im. Juliusza Osterwy w Gorzowie Wielkopolskim.

Maria Piękoś-Konopnicka
Dziennik Teatralny Małopolska
4 maja 2026

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz